á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
A jej obraz pod powiekami widziany.
„(...) Maleńka wizja, trzepocząca w komnatach pamięci”.
Moja ty, urocza. Ty, we mnie...
Ta powieść, ta historia, jest tak ujmująca i nieoczywista, że już podczas czytania zaczynasz odczuwać dziwne otępienie wyklute z jakiejś ciekawości. Takie nieoczywiste i zyskujące cię, nieznane dla ciebie samego uczucie, które przejmuje nad tobą władzę. (...) Wypada powiedzieć – poznaj Johna Fowles`a - mistrza pióra i niepodważanego mistrza klasyki, który ujmuje do dziś.
Znasz „Maga”? Oto on, ten sam autor acz w innej odsłonie. Lecz niech cię to nie zmyli, bo tylko jeden punkt łączy te powieści – on. On – bohater, on – mężczyzna. Cała reszta, to literacka mistyfikacja, scena powieściowa z aktorami, którzy nie mają scenariusza i nie mają tekstów rozpisanych skrupulatnie. Akcja, niby niespieszna, czasem wręcz rozwleczona w czasie, zacieśnia się stopniowo. Komplikuje myśli, bawi się twoim nastrojem i wydobywa ze studni ciebie wszystko to, co dotąd było skryte.
„Kochanica francuza” nie daje łatwych odpowiedzi. Nie daje ostateczności sensu stricte. Tu wszystko balansuje na granicy – ni to rozsądku, ni zabawy; ni choroby, ni rzeczywistości. Ni zamroczenia dziwnego, ni racjonalności. Wszystko się miesza, stopniowo, powoli wszystko nachodzi na siebie, a ty, w ostateczności, czujesz zagubienie. Zagubienie i nasycenie jednocześnie. Czujesz satysfakcję z tego czasu, jaki dałeś Fowlesowi. Bo warto.
Tu wszystko zaczyna się normalnie, a potem przewraca się do góry nogami. Fundamenty się trzęsą, a uczucia, te stabilne i nawet przyrzeczone wybrance serca nijak się mają do tego, co ujawniają strony powieści.
W miejscowości Lyme Regis bogaty dżentelmen Charles Smithson stara się o rękę Ernestiny Freeman, córki bogatego kupca. Podczas spaceru z narzeczoną napotykają na tajemniczą, posągową kobietę. Stoi na falochronie obmywanym falami wzburzonego morza. Zaniepokojony o jej życie usiłuje jej pomóc, ale ta odtrąca go. To Sarah Woodruff, znana w okolicy jako kochanica Francuza, opuszczona przed kilku laty przez francuskiego oficera marynarki i bezskutecznie oczekująca jego powrotu. Ni wdowa, ni panna. Ni żywa, ni martwa już za życia...Między nią właśnie, a Charlesem rodzi się uczucie. Najpierw nikłe, nieoczywiste, niedopowiedziane, eteryczne wręcz. Lecz serca same sobie drogę rysują i naigrawają się z tego, czego chce głowa. A życie? Życie zawsze jest zagadką.
Czytasz i wiesz, że ta powieść już z tobą zostanie – w tobie osiądzie i ukorzeni się. Czas mija cię, igra z tobą, a ty, zaczytany, szukasz tych ludzi na cyferblacie życia. Tik tak... Tik tak...
Powieść z gatunku tych, z którymi się personalizujesz w dziwny, niewytłumaczalny sposób. Włazi w ciebie cała. Wracasz do niej, by ponownie ułożyć z rozsypanych myśli w tobie nową całość, może bardziej czułą? A może bardziej wiarygodną? Starasz się coś dopisać, coś odkręcić i poprowadzić inną drogą. Starasz się unikać klifu, bo – jakby nie było – wszystko od niego się zaczęło. Od tych szarych chmur i silnego wiatru. Od tego miejsca i jej tam, na horyzoncie...
Czujesz emocje i namiętność Fowlesa. Czujesz jego mistrzowski spokój godny klasyka literatury.
Czytasz go i nic poza książką nie istnieje. Poza książką i nim, maestrem.
agaKUSIczyta